Kościuszki nie oddamy.

druk
Witold Łukasiak

Na najważniejszą ze swoich czterech australijskich wypraw badawczych Sir Paweł Edmund de Strzelecki wyruszył z Sydney 22 grudnia 1839 roku. Po drodze dołączyli do niego młodzi osadnicy, James MacArthur i James Riley, krajowiec Charles Tarra oraz dwóch zesłańców przydzielonych do pomocy.

Strzelecki jako pierwszy europejczyk samotnie wszedł na najwyższy szczyt kontynentu australijskiego i nazwał go Górą Kościuszki, 12 marca 1840 r. O nadaniu górze imienia polskiego i amerykańskiego bohatera narodowego, walczącego „za wolność waszą i naszą” powiadomił tego samego dnia czekających niżej towarzyszy. Zdarzenie to McArthur opisał w swoim pamiętniku.

Po pokonaniu zwartego buszu na terenie dzisiejszego Gippsland (który polski badacz nazwał tak na cześć gubernatora kolonii), grupa Strzeleckiego („szkielety w łachmanach”, jak ich sam określił) dotarła do Melbourne 19 maja 1840 r.
Bezzwłocznie po przybyciu, Strzelecki napisał „Raport o odkryciu Ziemi Gippsa”, który wraz z mapą nowych terenów przesłał gubernatorowi do Sydney, co w archiwach Ministerstwa Kolonii zarejestrowano pod sygnaturą „ C-O 206/22. Thursday, July 30, 1840” żeby osadnicy mogli jak najwcześniej zacząć zagospodarowywać żyzne ziemie, zwane później spichlerzem Australii. Strzelecki umieścił swoje opracowanie w gazecie Port Philip Herald z 26.06.1840r.

W Raporcie … napisał:

„Szczególny widok tego wierzchołka uderzył mnie tak silnie przez swe podobieństwo do kopca w Krakowie, usypanego na grobie [*] bohatera narodowego Kościuszki, że choć w cudzym kraju, na cudzej ziemi, ale wśród ludu ceniącego wolność i jej obrońców, nie mogłem powstrzymać się od tego, żeby nie nadać górze nazwy Mount Kościuszko”.

W liście do Adyny Turno (Launceston, 1 sierpnia 1840) pisał:

„Najwyższy szczyt z łańucha gór zwanego Alpami Australijskimi, szczyt, który króluje nad tym kontynentem, którego nikt przede mną nie zdobył, szczyt z wiecznymi śniegami, otoczony ciszą i dostojeńtwem naokół- zachowałem i poświęiłem, aby przypomnieć i przekazać temu nowemu kontynentowi imię drogie i święte dla każdego Polaka, dla każdego człowieka miłującego wolność i honor.
Dzisiaj szczyt ten górujący nad Nową Walią nazywa się Góra Kościuszki”.

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że Polak pierwszy odkrył, zmierzył i opisał najwyższą górę Australii (2228 m). Podważanie praw odkrywcy i żądanie zmiany nazwy, która od 160 lat figuruje na mapach świata i weszła do historii Australii, jest nieetyczne i bezsensowne. A czyni to za pośrednictwem mediów, które ochoczo podchwyciły temat, burmistrz miasteczka Tumbarumba (3862 mieszkańców), zagubionego na terenach Nowej Południowej Walii.

W ramach dorocznych wycieczek „Tumbatrek”, w których uczestniczą politycy, dziennikarze, działacze społeczni, w tym roku zorganizowano wspinaczkę na Górę Kościuszki. Z tej wysokości pan burmistrz pierwszy raz ogłosił swoje rewelacje.
Zdarzenie dokładnie opisał Janusz Rygielski w artykule „Zamach przeciwko Polsce” - Tygodnik Polski z 09.02.2000.

liscW wywiadzie telewizyjnym dla sydnejskiego Channel 9, w programie Today Show, wojowniczy burmistrz nazwał Strzeleckiego oszustem i zażądał zmiany nazwy Góry Kościuszki. W innym wywiadzie, dla „Sydney Sun-Herald” z 13.02.2000, proponuje w ramach modnej teraz akcji pojednania przywrócić nazwę aborygeńską (upatrzył sobie termin 1 stycznia 2001 roku, setną rocznicę zjednoczenia stanów australijskich) i nawołuje do ogólnonarodowej debaty nad Strzeleckim i Kościuszką. To samo czyni Canberra Times (Capital Times) i zachęca czytelników do podawania nowych nazw.

Pan burmistrz źle trafił, gdyż akurat Kościuszko i Strzelecki byli wybitnymi humanistami, walczącymi o demokrację i równouprawnienie, szczególnie wrażliwymi na niedolę krajowców.

Strzelecki widząc postępowanie białych w Australii pisał:

„Odkąd prawnie uznano, a raczej wykrętem prawnym osądzono, że krajowcy nie są prawowitymi właścicielami ziemi, ponieważ jej nie uprawiają, zaczęto obchodzić się z Australijczykami jak z bydłem. W układach zaś, na mocy których Nowa Południowa Walia przeszła w posiadanie Anglii, nie dano im nawet prawa głosu.”

Handel niewolnikami nazwał:
„piętnem, które nikczemna chciwość wycisnęła na cywilizacji europejskiej”
„jednym z najokropniejszych nieszczęść”.

A tak pisał w pamiętniku po bytności na okręcie z niewolnikami:

„Skoro spojrzałem na pokład brygu, uczułem coś takiego, jak gdyby nagle ogniwa łączące mnie z cywilizacją zostały zerwane”.
I dodał:
„pióro wypada mi z ręki, twarz ukrywam ze wstydu i upokorzenia na myśl o klęskach spowodowanych przez występki bliźnich moich ”.

Kościuszko cały swój majątek ofiarowany przez wdzięcznych Amerykanów przeznaczył na wykupienie niewolników, a także założył szkołe dla dzieci murzyńskich, która do dziś nosi jego imię.

To nie Kościuszko i Strzelecki powinni przepraszać Aborygenów. Jeśli burmistrz chce się wykazać to dlaczego naszym kosztem? Niech zaproponuje inne nazwy do zmiany na aborygeńskie.
Dobrze nadaje się Sydney przed Olimpiadą. A jeszcze lepiej związane z nazwiskiem „odkrywcy” Angusa McMillana, który masowo mordował Aborygenów i zyskał miano „Butcher of Gippsland ”.

Najlepiej jednak niech zapozna się z książkami Alana C. J. Andrewsa „Kosciusko: The Mountain in History”, Tabletop Press, Canberra 1991 i Lecha Paszkowskiego „Sir Paul Edmund de Strzelecki: Reflections on his life”, Australian Scholarly Publishing.

[*] Jest to zapewne skrót myślowy, bo Kopiec został usypany „ku pamięci” Kościuszki, pochowanego w Szwajcarii.

Artykuł wydrukowany w Tygodniku Polskim nr 20 z 08.03.2000